Pan Andrzej

Niezmiernie miło jest nam przedstawić Państwu fragment wspomnień naszego sąsiada, Pana Andrzeja Forysia. W czasie, który dla nas wszystkich jest bardzo trudny ta opowieść o czasach minionych, ciężkich, obfitujących w ludzkie dramaty a jednocześnie pokazująca siłę naszej społeczności niech będzie dla wszystkich okazją do zastanowienia się, czy aby nie za bardzo narzekamy na otaczająca nas rzeczywistość i zakazy, którym aktualnie musimy się poddać.

przedruk z nagrania wspomnień z Grudnia 2019

Lata 1946,1947,1948 na Głębokiem
Kwestia historyczna odnośnie wydarzeń światowych jest znakomicie opracowana przez historyków … odnośnie podjęcia decyzji o granicach państwa, o niespotykanym w dziejach historii exodusie ludności, przemieszczaniu się Niemców opuszczających swoje tereny i na to miejsce przybywających Polaków z terenów wschodnich. Również, znakomicie mamy opracowany materiał odnośnie Głębokiego, jego historii od Księcia Barnima do jego rodowych spadkobierców, od wchłonięcia jego terenów prywatnych w aglomerację Szczecina do podjęcia konkursu rozpisanego przez Miasto Szczecin na zagospodarowanie tego terenu. W okolicy jeziora Głębokiego wygrywa ten konkurs architekt niemiecki, następuje przepis prawa budowlanego o wykupie działek, o lokalizacji inwestycji, mianowicie, że budynki mają być zlokalizowane od ulicy na końcu parceli, że dachy mają być czterospadowe, gdzie można wykupić grunt.

Wracamy do 45 roku…toczą się negocjacje Wielkiej Czwórki odnośnie usytuowania granicy na zachodzie Polski. Jest powołany Państwowy Urząd Repatriacyjny -PUR, dla Niemców jest zlokalizowany przy ulicy Mickiewicza, dla Polaków jest zlokalizowany przy ulicy Jagiellońskiej. Na ulicy Jaworowej jest zlokalizowany dla Misji angielskiej, granica Państwa Polskiego przebiega w obecnym układzie ulic: Kupczyka, Miodowej, Zegadłowicza, Wojska Polskiego. Przed jeziorem jest koniec granicy Polskiej, czyli Głębokie jest w strefie okupacyjnej rosyjskiej do momentu, kiedy nie zapadła decyzja o definitywnej linii granicznej do podzielenia wyspy Uznam.

Od tego momentu Głębokie wchodzi w aglomerację Szczecina i jest terenem Polski. Jest decyzja czy uzgodnienie z władzami PUR-u na Jagiellońskiej Prezydenta Miasta Szczecina, żeby wyłapywać takie osoby napływające w rejon szczeciński, które noszą ze sobą wartości przydatne do obsadzenia ich na nośnych stanowiskach w Szczecinie. Kartą przetargową jest Głębokie. Są opuszczone obiekty stanowiące własność Skarbu Państwa w związku z tym nie ma problemu, żeby te osoby obdarować nieruchomością i żeby te osoby w jakimś sensie nosiły w sobie przydatność. Dotyczyło to absolutnie wszelkiej kadry, głównie kadry inżynieryjnej z myślą o porcie , z myślą o wytworzeniu wszystkich mediów nośnych jak gazownia ,elektrownia, układy komunikacyjne i środowiska twórcze.

Wówczas otrzymuje lokum taka osoba z rodziną, jak już wspomniałem – teraz a wtedy jest to olbrzymia różnica socjalnego bycia- na osiedlu zurbanizowanym, ale nieskanalizowanym, nieuporządkowane jeszcze kwestie oświetlenia i komunikacji, tramwaj dochodzi do toru kolarskiego… Nadchodzi zima, a zimy z roku 46/47,47/48 były i mroźne i śnieżne, mieszkają tu ludzie o różnej rozpiętości wieku, są kobiety, które rodzą … Wchodzą ustawy odnośnie kartek na wszelkie artykuły życia codziennego i artykuły spożywcze.

Ja zamieszkałem w Szczecinie w 47 roku na ulicy Łokietka, w kamienicy jak szereg w śródmieściu kamienic, bez łazienek z sanitariatami na klatce schodowej, natomiast to mieszkanie miało kapitalną zaletę: naprzeciwko, po drugiej stronie był sklep mięsny i mleczarnia i w związku z tym przez okno można było śledzić kiedy był dostarczany towar i kiedy zaczynały ustawiać się kolejki do tych sklepów, przeważnie od czwartej rano . Wtedy budziła mnie mama, ja zajmowałem kolejkę, o pół do ósmej mnie zmieniała bo szedłem do szkoły na ósmą. Jeżeli ktoś nie załapał się na dostawę towaru to kartki stawały się bezużyteczne, bo nie można już było kupić towaru.

Jak Ci ludzie, na Głębokim, realizowali te przydziały na kartki, jeżeli tutaj nie było żadnego sklepu?
Jak Ci ludzie korzystali z pomocy lekarskiej?

Ja mam odnotowane z różnych materiałów jak wyglądała tragedia życia codziennego nie tutaj na Głębokim, ale w mieście… Jak bez oświetlenia, bez uporządkowania drogi dostać się do tramwaju? To jest około 4 km przejścia rano, żeby dostać się do urzędu, do pracy, do czegokolwiek, w tym kopnym śniegu. Jak się dostali już do tramwaju to do kolan wszystko już było mokre. (tramwaj kończył bieg koło toru kolarskiego -przyp.red.)Wszystkie pomoce dla społeczności zostają sukcesywnie ograniczone, ludzie już tutaj w 70 % zasiedlili poszczególne budynki i przy codziennym życiu korzystają już z działających wodociągów, woda jest już dostępna, są szamba. Te szamba nie zostały oczyszczone przez co najmniej dwa lata po zakończeniu działań wojennych plus korzystanie na bieżąco z wody… te wszystkie szamba już od pewnego czasu wylewają się. Trudno sobie nie wyobrazić jaka jest kwestia atmosfery, smród, śmieci, nie ma kubłów, odpady są po prostu wyrzucane na ulicę, nikt tego nie sprząta, bo nie ma w tamtej chwili możliwości technicznych. Jaka jest moja konkluzja: materiały historyczne są opracowane natomiast nigdzie nie spotkałem z atmosferą prozy codziennego życia, nie ma tego nigdzie, spóźniłem się w szukaniu materiałów kilka lat, jedyna osobą, która wtedy tutaj miała 16 lat, to jest Pan Fengler Jurek. Ja miałem wtedy 13 lat. Z tych wszystkich rzeczy historycznych na które natrafiłem to chciałbym zwrócić uwagę na te rozporządzenia, które w latach 1945 ,1946 były przez ówczesne władze administracyjne sankcjonowane, a więc likwidacja wszystkich znaków faszystowskich, napisów niemieckich i repolonizacja i ściganie tych osób, które tego nie przestrzegają. Jakie było zderzenie tych przepisów z życiem, z prozą codzienną? Wiadomo, że na Głębokim było kąpielisko, wiadomo, że na obecnej ulicy Kąpieliskowej była piękna restauracja, dwukondygnacyjna, z tarasem, z widokiem na jezioro… Wychodzi ten przepis sankcjonujący dewastację i grabież… Na serwisach, urządzeniach są napisy niemieckie…Restauracja w znakomitym technicznym układzie… Druga kwestia wszelkie druki niemieckie idą do likwidacji, nie ma papieru, druk niemiecki na jednej stronie a druga strona jest czysta, w związku z tym paradoks jak zlikwidować, kiedy jest oficjalny druk polski na drugiej stronie? Te osoby, które zasiedlały, otrzymywały taki formularz, przychodziła osoba z administracji i na tym formularzu był spis inwentarza, ile krzeseł, ile poduszek, lustro, szafa… Ja mam taki formularz.

Wracamy do restauracji. Ta restauracja i komunikacja na lata przed 45 nic się nie zmieniła a mieszkańcy Szczecina nie mający środków lokomocji szli na piechotę na kąpielisko czy do restauracji. Cieszyła się ona ogromna popularnością, ponieważ specjalizowała się w potrawach z gęsiny. Skąd gęsina na Głębokim? W obiekcie “Owczary” była duża ferma gęsi i owiec. Te gęsi szły do kuchni tej restauracji.

Droga wiodąca do Pilichowa, Polic była jedyna drogą drożną dla exodusu Niemców, oni tą drogą szli do byłego swojego Reichu a ze względu na olbrzymi tłok były kolizje, były wypadki, były zderzenia.

Ta droga była bardzo często zatykana i w związku z tym równoległą drogą była droga przez las w kierunku Owczarów i ta droga została nazwana „drogą śmierci”.Otóż lata 1945 ,1946,1947 są okresem największych szabrów, morderstw i napadów a Głębokie było przechowalnią tych band, które tutaj gnieździły się w okopach i bunkrach, i stąd, na wieczór, na noc wychodziły do Szczecina. Te bandy składały się z różnych środowisk: z Polaków, Ukraińców, z więźniów, którzy wyszli na wolność z obozów pracy, z samych Niemców. Na tej drodze były wykonywane egzekucje i ta droga była usiana wykopami w ziemi i pochówkami na miejscu. Właściciel Owczarów razem z synem zostali przez Niemców rozstrzelani u siebie na podwórku, bo nie chcieli opuścić swego lokum i obecny właściciel, który wykupił Owczary natrafił na mogiły rozstrzelanych właścicieli.

Co mieściło się w koszarach w okresie nasilenia działań wojennych?
Koszary były zajęte przez więźniów przymusowej pracy i z tych koszar ekipy szły do różnych czynności zleconych przez Niemców jako tania siła robocza. W momencie, kiedy wiadomo było, że zbliża się już armia radziecka mieszkańcy tych koszar zostali przewiezieni w głąb Niemiec.

Kwestia przekazania władzy Szczecina z rąk Niemców w ręce administracji polskiej.
Pan Zaręba dwukrotnie musiał opuszczać Szczecin i trzykrotnie z powrotem wracać do Szczecina.Kiedy I-szy Front Białoruski był w Dąbiu, kiedy już były wykonane przeprawy na Odrze i miał nastąpić atak wojsk rosyjskich na Szczecin, Burmistrz Szczecina wraz z delegacją udali się do Dąbia z prośbą o przyjęcie kapitulacji. W związku z tym w Szczecinie nie było żadnych walk. Szczecin został przekazany w ręce dowództwa Armii Rosyjskiej bez jednego strzału, stąd pozostała administracja w Ratuszu niemiecka. Równolegle działały trzy administracje: administracja niemiecka, administracja wojsk sowieckich i administracja polska. Opanowanie sytuacji w sensie uporządkowania jakiegokolwiek nastręczało olbrzymie problemy ułatwiające tym bandom szabrowniczym morderstwa, napady, gwałty i tak dalej…

Etapem PUR’owskim dla opuszczenia terenów polskich przez Niemcy był dworzec kolejowy na Gumieńcach, stamtąd szły transporty kolejowe z Niemcami do strefy okupacyjnej rosyjskiej. Nie chodziło tylko o aglomerację Szczecina czy ewentualnie bliskich tu osiedli, ale na Gumieńce zostały dowożone transporty z całego terenu Pomorza Zachodniego.

Jak wyglądała kwestia Niemców w tej sytuacji?
Takim obozem przejściowym były baraki wybudowane na ulicy Mickiewicza za mostem akademickim, który został wysadzony, w związku z tym nie było tej komunikacji możliwej ani tramwajowej, ani kołowej, bo mostu nie było. W tych barakach drewnianych byli lokalizowani ci Niemcy, którzy oczekiwani na zwolnienie na Gumieńcach możliwości transportu. Na Gumieńcach były również baraki, ale bez podłóg, wybudowane bezpośrednio na ziemi, bez jakiegokolwiek zaplecza sanitarnego, w związku z tym można było sobie wyobrazić, te dosłownie tysiące Niemców w barakach i poza barakami… Do wagonu średnio wchodziło w granicach pięćdziesięciu osób., pociąg składał się z trzydziestu, czterdziestu wagonów. Umowa z wojskami radzieckimi była taka, że pociąg wyjeżdża z repatriantami, tam oni opuszczają pociąg i wraca on wahadłowo po następnych Niemców, ale okazało się, że pociąg tam dojechał i został zarekwirowany przez armię radziecką, w związku z tym nie mógł wrócić z powrotem a repatriantów przybywało.

Dlaczego ja się znalazłem w Szczecinie?
Otóż mój ojciec zginął w 40 roku we Francji jest pochowany w Suare. Okres mojego dzieciństwa jest dosyć szczegółowo opisany w katalogu, który jest w gestii RO i w Kronice Szczecina jest mój życiorys opisany… w tej chwili mam 84 lata.Jest rok 44, moja matkę aresztuje NKWD za działalność w AK, wcześniej była aresztowana jej siostra. Kiedy mamę aresztowali ja byłem zupełnie sam, mając wtedy 9 lat… pojechałem szukać mamy, ale zamiast dotrzeć do Rzeszowa, tam, gdzie mama była więziona dotarłem do Wrocławia i tam przebywałem do momentu, kiedy mama przez Czerwony Krzyż mnie znalazła. Jej stan zdrowia był wręcz katastrofalny, rodzina zebrała środki i pojechała leczyć się do Krynicy.

W Krynicy, z taką samą wielką traumą przebywał Tadeusz Zagajewski, który stracił całą rodzinę. Niemcy wkroczyli by jego aresztować, jego nie było. Córkę zastrzelili na miejscu, syna i żonę wywieźli do Ravensbruck gdzie zginęli bez wieści. I te dwie zbłąkane, moralnie, fizycznie, życiowo osoby podjęły decyzję o zawarciu związku małżeńskiego. Tadeusz Zagajewski był ze Stanisławowa, był posłem Sejmu Ustawodawczego a pracował za CK Austrii w kolejnictwie. Poliglota, humanista. Został skierowany w 1945 roku do Szczecina w celu utworzenia tutaj węzła komunikacyjnego i Dyrekcji Kolejowej. Stąd jak on się w jakimś sensie już tutaj usadowił sprowadził moja mamę i mnie w 47 roku do Szczecina. Kiedy Tadeusz pracował w Dyrekcji Kolejowej przyszła do niego delegacja Niemców z Gumieniec z błaganiem o możliwe szybkie opuszczenie, o załatwienie układu komunikacyjnego… Znając biegle wiele języków, w tym niemiecki, ukraiński, rosyjski miał łatwość usłyszenia tych wszystkich problemów. Udał się na Gumieńce, jak wrócił do domu to nie mógł uspokoić swoich nerwów, po prostu płakał… mówi: słuchajcie oni tam umierają na stojąco, oni nie maja co jeść, jest mróz, zimno, nie ma gdzie dołów kopać, żeby tych ludzi chować, oni umierają dziesiątkami każdego dnia. Taka była sytuacja repatriantów niemieckich do strefy okupacyjnej rosyjskiej.

Głębokie
Te osoby, które już pracowały w urzędach miały obiady w urzędach, tam były stołówki. Natomiast nie każdy pracował w Urzędzie, miał rodziny, jak wyglądała kwestia służby zdrowia, no przecież, gdzie się kupowało leki? Choroby weneryczne, tyfus, szkarlatyna i te wszystkie choroby zakaźne były klęską dla polskich repatriantów tutaj, którzy tutaj zasiedlali. Śmiertelność była absolutnie olbrzymia…Na Głębokim mieszkał stolarz. W jego domu, w pokoju była do nogi stołu przywiązana koza, która z nim mieszkała…Kiedy ja zasiedlałem to mieszkanie w podłodze wypalone były dziury od ogniska, okna były skrzynkowe, wszystkie pierwsze warstwy skrzydeł były zdjęte, bo służyły jako opał w piecu.

Wczesne lata, mieszkańcy osiedla Głębokiego:

Wspomnienia doktor Bronikowskiej.
Pamiętam jak na początku istnienia szpitala obecnego przy ulicy Arkońskiej wybraliśmy się po leki i narzędzia lekarskie do bunkrów położonych na Pomorzanach, gdzie przechowywane były przez Niemców zapasy leków. Było nas kilku lekarzy, pielęgniarek i sanitariuszek, wyciągnęliśmy z bunkrów co się dało. Niestety, gdy przyszliśmy po resztę następnego dnia zastaliśmy bunkry wyszabrowane.

Następnie wspomnienia pani doktor Smolskiej:
Doktor Romuald Orłowski, ubierał się zawsze bardzo skromnie i trochę dziwacznie. Pewnego razu wyszedł o zmroku ze szpitala i szedł do przystanku tramwajowego. Po drodze spotkał dwóch uzbrojonych osobników, którzy wzięli go za woźnicę ze szpitala i zaczęli wypytywać, kiedy i którędy chodzą lekarze, czy w szpitalu jest ochrona przed napadami. Miał przy sobie dużą sumę pieniędzy i swoje ocalenie zawdzięczał swojemu niepokaźnemu ubiorowi. Gdy odchodził dalej usłyszał za sobą krzyki i strzały. Obrabowali następną osobę.

Wspomnienia naocznych świadków tamtych czasów:
Zycie powracających do Szczecina jest nie do opisania, w na wpół zasypanych domach, wielu chorowało na tyfus i czerwonkę lub dostawało straszliwej egzemy, nieliczni ludzie umierali codziennie, zagrzebywano ich, gdzie tylko można było.Przydziały na kartki: kto był w kategorii pierwszej, drugiej, trzeciej, rodziny pracujących.
Mąka, kasza, cukier, zapałki, mięso, sól, tłuszcze, kartofle, herbata, mydło.

Ja starałem się w miarę moich możliwości fizycznych, intelektualnych, rodzinnych zrobić coś dla Szczecina, byłem radnym Miasta Szczecina, byłem radnym Województwa, to miejsce, w którym siedzimy kupiłem dla mamy, chciałem ja wyrwać z tego Łokietka, z tych warunków… Piece, bez łazienki, sanitariaty na klatce schodowej i nie ukrywam, że wtedy byłem jednym z pionierów, który posiadał samochód. To był 62 rok, dowiedziałem się, że na Głębokim mieszka małżeństwo, ona jest krawcową a on kierowcą, jak on kończył pracę to lubił sobie wypić i bardzo często w drodze na Głębokie zasypiał, ona w trosce o męża zgodziła się zamienić mieszkania i nastąpiła zapłata a to było kwaterunkowe jeszcze wtedy wiec ja to wykupiłem i mama tu zamieszkała.

Kiedy panie chciały pójść z Głębokiego do teatru do miasta a było błoto – tutaj nie było chodników i oświetlenia, musiały brać zapasowe buty, żeby w teatrze można było zmienić sobie obuwie.

Bardzo ciekawą osobistością była pani Walentyna Czaplicka, ciotka Eli, w sensie przeżycia i intelektu, przyjaźniła się z moja mama i zawsze jak jedziemy na cmentarz to palimy na jej grobie świeczkę, ona była więźniem Ravensbrück, dzięki działaniom szwedzkiego hrabiego Bernadotte przez Szwecję wróciła z powrotem do Polski. (wiki)

Dom przy Jaworowej, który tyle lat niszczeje… ta pani, która tam mieszkała podczas wojny również była koleżanką mojej mamy, ona była autochtonka znającą dobrze język polski i dlatego się uratowała.Kwestia ogrzewania: był problem z możliwością zamiany pieców węglowych na piece gazowe, za słabe było ciśnienie, żeby gazownia wyraziła zgodę na zamontowanie pieca gazowego i te moje interpelacje w trakcie mojego „radcowania” w Urzędzie Miasta, kiedy Prezydentem Szczecina był Jan Stopyra zostały załatwione: zostały utwardzone chodniki na nawierzchnię asfaltową, zostały zamontowane lampy inne niż w tej chwili są i na skwerze przy kościele została zamontowana przepompownia gazowa. Ciśnienie zostało wzmocnione i szereg osób złożyło podanie o montaż pieców gazowych. To była moja cegiełka.



Cztery lata temu miasto zorganizowało na moje 80 lecie benefis, takiego benefisu nie było przedtem i nie było do dnia dzisiejszego w Filharmonii Szczecińskiej. Odebrałem wtedy gratyfikację z koncertem, zaprezentowałem swój dorobek twórczy, ponad sto dwadzieścia prac, dwa lata potem została po raz pierwszy w historii Miasta przyznana nagroda artystyczna za całokształt twórczości artystycznej. Ten zaszczyt mnie spotkał, także miasto zrewanżowało się, za co podziękowałem i w związku z tym spokojnie mogę podziękować za życie 73 lata w Szczecinie.

Jestem uhonorowany Krzyżem Komandorskim Królewskiego Orderu Świętego Stanisława.

************************************************************************************************************************
To jest część pierwsza wspomnień, niestety, drugie spotkanie z Panem Andrzejem musi poczekać na koniec pandemii z jaką się teraz zmagamy. Chcieliśmy jednak nie czekając na dalszy ciąg podzielić się z Państwem tym, czym podzielił się z nami Pan Andrzej.
************************************************************************************************************************

Poniżej film z całym zestawem dodatkowych i jeszcze ciekawszych informacji. Historia, prace, wnętrza zaprojektowane ręką Pana Andrzeja. Tu znajdziecie odpowiedz kto jest autorem obecnego stanu wnętrz Urzędu Wojewódzkiego i wiele innych …

Historia, ciekawostki, informacje

c.d.n.

Kto to jest Pan Andrzej ?
Andrzej Foryś to artysta plastyk oraz architekt wnętrz. Urodził się w 1936 roku w Krakowie, gdzie ukończył studia na Wydziale Architektury Wnętrz ASP, otrzymując dyplom z wyróżnieniem. Specjalizacja: projektowanie wnętrz, rzeźba, sztuka przemysłowa. Był nauczycielem w Liceum Plastycznym oraz Zespole Szkół Muzycznych w Szczecinie.

Ma na swoim koncie wiele wystaw oraz liczne nagrody w konkursach m.in.: I miejsce w konkursie „Piękne Wnętrze” za zespołowy projekt wnętrza Książnicy Pomorskiej w Szczecinie (2000 r.) czy wnętrze roku 2001 w konkursie „Piękne Wnętrze” za projekt kawiarni „Cafe Praha” w Szczecinie.

Z jego innych realizacji plastycznych można wymienić: projektowanie scenografii i kostiumów, liczne projekty i realizacje witraży, metaloplastyka, reklamy handlowe, znaki graficzne, plakaty. Jego prace znajdują się w zbiorach: Muzeum Narodowego w Szczecinie, Urzędu Marszałkowskiego w Szczecinie, Gminie Miasta Szczecin, Akademii Morskiej w Szczecinie, a także w zbiorach prywatnych: w Austrii, Francji, Niemczech, Norwegii, Szwecji, USA, Włoszech i Polsce.

Andrzej Foryś jest członkiem Wojewódzkiej Rady Plastyki, od 1960 r. członkiem zwyczajnym ZPAP i rzeczywistym SARP, od 2005 członkiem Stowarzyszenia Bratniej Pomocy „Odd Fellows”. W latach 1980-88 był prezesem Klubu „13 MUZ”, a w 2006-2007 Prezesem Szczecińskiego Okręgu ZPAP. Od 1981 jest rzeczoznawcą w specjalnościach oceny dzieł sztuki współczesnej w zakresie: arch. wnętrz i wystawiennictwa.

W jego dorobku można znaleźć wiele odznaczeń: w 1978 r. otrzymał „Złoty Krzyż Zasługi”, natomiast w 2004 r. nagrodę indywidualną II stopnia Dyrektora CEA za szczególny wkład w rozwój edukacji artystycznej w Polsce, odznakę „Gryfa Pomorskiego”, medal Towarzystwa Przyjaciół Szczecina w służbie miastu, odznakę „Zasłużony Działacz Kultury”, Medal „40-lecia” oraz srebrny medal „Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej”.

*** zdjęcia wykorzystano z dostępnych w internecie z opisem autorów bądź źródeł i są one własnością autorów

0 0 głosy
Article Rating
Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Przewiń do góry